niedziela, 24 lutego 2013

Taniec z szarfami i zabawa z czekoladą.


Ostatnio na zajęciach plastycznych mieliśmy za zadanie wymyślić sobie, jak powinien wyglądać nasz wymarzony dom. Hm... zadziwiająco podobne wszystkie te nasze domy wyszły, ale i tak każdy był najładniejszy!




"Powiem Wam... bałagan nam się zrobił"

A zanim przejdziemy do czekolady, to wypadałoby się jeszcze pochwalić, jak ładnie wcinamy owoce. Akurat tym razem raczyliśmy się jabłkami pokrojonymi pięknie na małe kawałki - take w sam raz do rączki - przez Ciocię.








 No dobrze, a o co chodzi z tymi szarfami? No po prostu - Ormianie mają swój "Taniec z szablami", to my nie możemy być gorsi. Co prawda szablami bawić się nie możemy, ale szarfami to już tak. Czasem się tak bawimy, że robimy z tymi szarfami różne strasznie fajne rzeczy! W końcu jak już zjemy te pyszne owoce, to mamy mnóstwo energii, którą trzeba gdzieś zużyć!





 Ha! - dochodzimy do sedna. Czekolada. Oczywiście wiadomo - jeśli chodzi o czekoladę, to opór jest zdecydowanie nie wskazany. No i właśnie dlatego ostatnio Ciocia Marzena, która jest logopedą, pokazywała nam różne ciekawe ćwiczenia, podczas których się skacze, krzyczy, wystawia języki i robi rożne śmieszne miny...








... ale i tak najfajniejsze to było oblizywanie czekolady! Nie było oczywiście wcale tak łatwo, bo Ciocia bardzo dobrze wie, jak posmarować buzię tą czekoladą, żeby dobrze się nagimnastykować językiem, zanim się ją zliże. Ale naprawdę warto!







A potem jeszcze mieliśmy trochę ćwiczeń z oddychania oponą... przesłoną... no brzuchem w każdym razie! I  w tym pomagał nam Miś.



Do zobaczenia!


czwartek, 14 lutego 2013

Czułości i wycinanki.

Walentynki walentynkami, my się zawsze kochamy :)



















No dobrze, ale wróćmy do bardziej przyziemnych spraw - nie wiem, czy zauważyliście, że w naszym żłobku kilkoro dzieci szczególnie specjalizuje się w strojeniu przeróżnych min. Jest takie zgrane trio. Zgadnijmy, to to może być...
















No właśnie, aż miło popatrzeć :)
A skoro już jesteśmy przy temacie min i naszych buź. Niedawno poznaliśmy Ciocię Marzenę (nie, nie - nie tę, która czasem nas odwiedza i którą tak uwielbiamy), która jest logopedą i dba o to, żeby nasze buzie zachowywały się dobrze i potrafiły ładnie mówić. Krótko mówiąc, żeby z nami współpracowały, jak chcemy coś powiedzieć. No i podobno dobrym ćwiczeniem jest dmuchanie baniek mydlanych. Może i dobre ćwiczenie, ale na pewno superoskie!






No i fajnie jest też, jak czasem Wujek Krzysiek, czyli tata Piotrusia, wpadnie do nas, bo możemy go trochę pomęcznć! To znaczy dla nas fajnie, a jego to musicie już zapytać...






Aha - ostatnio ćwiczyliśmy nową umiejętność, czyli cięcie papieru nożyczkami. Każdy trochę po swojemu, ten tak, tamten inaczej, ale grunt, że skutecznie. No i paluszki zostały tam, gdzie ich miejsce...







No i na koniec jeszcze mały akcent Walentynkowy. Mieliśmy dzisiaj ręce pełne roboty! A Ciocie jeszcze bardziej, bo my poszliśmy się bawić, ale ktoś musiał to wszystko posprzątać. Kochane są!




Tak swoją drogą, może trochę poważniej, ale czy nie warto by przypomnieć sobie, o co chodziło w ogóle z tym Świętym Walentym? Można na przykład tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Święty_Walenty 

Do zobaczenia!